Moda na rewitalizacje w Polsce zapanowała ponad dekadę temu, kiedy to inwestorzy dostrzegli wartość rynkową pieczołowicie odrestaurowanych budynków, w których apartamenty rozchodziły się jak ciepłe bułki. Klienci dysponujący dużymi pieniędzmi stawiali na unikalne miejsca do życia, wypełnione historią, pełne zachwycających detali i nierzadko pozwalających podkreślić wyrafinowany smak i klasę właścicieli. Fala rewitalizacji dosyć szybko objęła cały kraj i pozwoliła na przywrócenie życia do zapomnianych przez lata budynków, a nierzadko także całych kwartałów miast. Dekada doświadczeń pozwala jednak na wyciągnięcie wniosków i zarysowanie standardów w oparciu o dobre przykłady rewitalizowanych budynków, ale także całych kwartałów miasta.
Nieco przed ponad rokiem na portalu Dezeen, jednym z najpopularniejszych międzynarodowych portali o architekturze, ukazał się felieton autorstwa Reiniera de Graafa, architekta i partnera w pracowni OMA, który napisał tekst o wymownym tytule: “I have a confession to make: I have no idea what placemaking is” (Muszę się do czegoś przyznać: nie mam pojęcia, czym jest placemaking).
Rynek biurowy znajduje się na stabilnej ścieżce wzrostu. Zainteresowanie najemców powierzchnią nie słabnie, w 2018 r. wynajęto 1,5 mln m2, co jest wynikiem porównywalnym do osiągniętego w 2017 r. Sektor ma się dobrze i umacnia swoją pozycję, głównie za sprawą rosnącej roli biura w przyciąganiu młodych pokoleń.